
Tata się rozchorował i poszedł do lekarza. Pani doktor przepisała antybiotyki, oskrzela były już zaatakowane. Dokładna powtórka scenariusza z poprzedniego roku. Maraton Warszawski też odchorowałem. Szczerze przyznam, że najwiekszym problem było to, że nie można było za blisko do Jaśka się zblizać, co by czasem nie zachorzał. Po takich czterech dniach zdala, powiedziałem dość trzeba wyzdrowieć. W czwartek już bylo male jam session, Janek śpiew, a tata gitara. Tata poszukuje klawiszowca i mama się zadeklarowała że dołączy do zespołu. Tata postawił warunek że oprocz klawiszow beda tez chórki, mama mysłi...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz