środa, 26 sierpnia 2009

Jedziemy na wycieczke bierzemy misia w teczke


Ostatniej niedzieli powtórzyliśmy wycieczkę do Zoo. Tym razem największym przebojem okazały się małpy. Dzieci rzucały im fistaszki, a te ku uciesze swoich małoletnich darczyńców prowadziły prawdziwy bój aby zdobyć ich jak najwięcej. Dziwne, ale gdy matka z mała małpka na brzuchu próbowała zawalczyć o orzeszka, inne osobniki nie dawały jej taryfy ulgowej. Ale z drugiej strony kiedy już jakaś małpa wzięła orzeszka w swoje łapki, łup był jej i żadna inna małpa nie odważyła się odbicia raz zdobytego fistaszka. Chyba z tego płynie jakaś nauka dla ludzi. Ale kto by się chciał uczyć od niższych rzędów. Na pewno nie inżynier!


Ponadto, patrząc na te same zwierzęta, udało mi się zaobserwować prawdopodobne źródło/pochodzenie wyrażenia "małpować". Otóż, jedna małpa idzie niespodziewanie naokoło do jakiegoś bliżej nie określonego celu(więc na pewno na około). Po chwili zwłoki, rzuca się za nią kolejny osobnik i idzie w tym samym kierunku, tym samym torem. Potem następny i następny. Ostatni nie rusza się w ogóle, bo albo nie chce być ostatni albo nie lubi pierwszej małpy (bo uważa ją za durnia). Tej lekcji już nie tak łatwo zanalizować, bo czy lepiej być wiernym sobie i być przez wszystkich uważanym za frajera, czy też wtopić się w tłum i zacząć małpować. Bo przecież nigdy nie wiadomo kiedy ktoś zacznie ciebie małpować. Takie szczęście zdarza się nielicznym-brawo.

...kto pierwszy szedł przed siebie, kto pierwszy cel wyznaczył....

... choć można też założyć, że małpowany robi to co robi by być małpowanym. Uhh starczy tego, nastepnym razem skoncentruje się na innym gatunku.

Brak komentarzy: