Stary Chińczyk miał bez wątpienia spore zdolności plastyczne i manualne, robił najlepsze kapsle na osiedlu, a lulki jak ja płacili nawet za cala drużynę (6-8 kapsli). Ja miałem drużynę Czech i Niemiec (GDR), wśród nich oczywiście Uwe Rabb (foto).Na koszulkach, pod przezroczystymi foliami w kapslach były flagi, główni sponsorzy, nazwisko zawodnika oraz numer przez niego noszony. Wszystko niemal wykaligrafowane. Chińczyk, w kolejnych sezonach, robił kapsle promując inne-nowe mody. Raz to byli kolarze, raz żużlowcy a następnym razem zespoły rockowe. W ten sposób przed każdym latem miał pełną kieszeń, najpierw kapsli a troszkę później bilonu. Na dziesięcio-złotówkach w tych czasach (1984) byli B.Prus i A. Mickiewicz.
Kiedy każdy już miał swoją drużynę kapsli można było iść na boisko szkolne, to z asfaltem. Popołudniami zbierali się na nim niemal wszyscy chłopacy i rysowali trasę po której później posuwał się peleton kapsli. Trasa miała szerokość około 10-12 cm, a cały przejazd w zależności od liczby zawodników mógł zabrać nawet kilka godzin. Z reguły wygrywał Stary Chińczyk.
Na tym samym boisku Czapa dostał ode mnie Calypso kakaowe 250gr na twarz. Chciałem go poczęstować a on odgryzł prawie pół! Skoro tak mu smakował wgniotłem mu drugą połowę w nos. Chociaż był starszy ode mnie o parę lat, to słabo biegał i niecelnie rzucał kamieniami, których zresztą na boisku asfaltowym i tak było niewiele.
A wracając do kapsli, teraz pamiętam że drużyny Czech nigdy nie miałem. Flaga czeska pojawiła się na dużej tekturowej tarczy pomalowanej plakatówkami, również przez Chińczyka - nieźle na mnie zarobił swojego czasu. Mocowało się taką tarczę do tylnego koła roweru, aby wziąć udział w zawodach żużlowych na Promenadzie. Ja reprezentowałem Czechy jako Jiří Štancl (foto), pędząc na Pelikanie. Ale to już zupełnie inna bajka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz